Lena z mamąJest 16:45 obieram Lenkę z Domku. W progu sali widzę jak tworzy – układa, rysuje, buduje z pasja i zaangażowaniem. Nie widzi mnie. Pukam w otwarte drzwi i wołam do niej, wtedy podnosi wzrok i opromienia mnie swoim uśmiechem. Nie zawsze od razu przybiega przywitać się – często „musi” coś dokończyć i nie dotyczy to tylko bieżącego rysunku/ układanki, ale jeszcze kilku następnych 😉 Nie jestem jedyną mamą, której dziecko nie chce wyjść z przedszkola, inne też tak mają 🙂 więc cierpliwie czekamy i mamy czas na rozmowę i poznanie się. Jest kameralnie i przytulnie.
Istnieje też druga wersja wydarzeń. Lenka sama spostrzega mnie, szeroko uśmiecha się, przybiega, przytula się i przyjmuje smutną minkę, aby stwierdzić: ‚Przyszłaś za wcześnie. Zaraz będą kanapki’.
Wyjście z Domku potrafi zająć znacznie więcej czasu niż mogłoby się dorosłym wydawać…

Bartke z mamąDo Domku wysłała nas mama, która miała tam swoje dzieci i była zachwycona zdrową kuchnią: kasza jaglana na śniadanie, zdrowe podwieczorki, bez cukru i mąki pszennej, których nie ma w naszej diecie a jesteśmy z synem alergikami: gluten i białka mleka krowiego. A ponieważ przez cały rok nosiłam termosy z jedzeniem do przedszkola państwowego a i tak synek podjadał chałkę z masłem, która zwykle stała na stoliku i dzieci mogły swobodnie się częstować, nie miałam wątpliwości, że to miejsce dla mojego dziecka. Kiedy przez tydzień adaptacji byłam z synkiem w jego nowej grupie, nie mogłam uwierzyć, że jestem w przedszkolu. Nikt nie krzyczy, dzieci są spokojne, znają zasady tam panujące i nie mają problemów z ich przestrzeganiem. Ten porządek zapewnia Montessori, o którym wcześniej niewiele słyszałam. Dzieci rano słuchają muzyki klasycznej. Jeden 4-latek mówi: „Nie chcę Bacha, wolę „Cztery Pory Roku – Wiosnę”, zamurowało mnie. Pani Ala radziła sobie z wybuchem złości, potrafiła pomóc dziecku zrozumieć i poradzić sobie z emocjami.
Mój synek, wrażliwiec, już czwartego dnia adaptacji chętnie został w grupie, w kolejnych tygodniach miałam kłopoty z wyjściem z przedszkola, bo „jeszcze się nie pobawił”. Tak jest do dziś.